Modelarstwo Roman Pierzgalski
Adres mojej strony internetowej.

Napisz do mnie! Mapa Strony
Księga gości. Dziękuje za wpisy
Zapraszam do obejżenia mojej galerii
Troszkę o mojej osobie
     Już jakiś czas temu, bo w pierwszej dekadzie lat sześćdziesiątych doszedłem do wniosku że czas przyjść na świat. Za miejsce swoich narodzin obrałem miejsce z którego będzie w miarę jednakowo daleko nad morze lub w góry. Padło na Łódź i od tamtej pory jestem związany z tym miastem nierozerwalnie. Gdzieś do połowy lat siedemdziesiątych pętałem się jak większość rówieśników między szkołą a boiskiem aż pewnego dnia w kiosku z gazetami spostrzegłem piękny model samolotu pasażerskiego Caravelle. Kupiłem, skleiłem i z wielkim drżeniem rąk nakleiłem te dziwolągi jakimi wydawały mi się kalkomanie. To był mój pierwszy model. Postawiłem go na półce i byłem zachwycony. Uważałem, że był wspaniały, choć nie pomalowany, bo niby skąd wtedy do pierwszego modelu miałem wziąć farby. Radość nie trwała długo, bo jakiś czas później mój kolega , który wspiera mnie w modelarstwie do dziś, dostał od ojca kilka modeli samolotów z produkcji znanej angielskiej firmy kupione za ciężką kase w Pewexie. Ręce mi opadły. Te pudełka, jakość tych modeli (oczywiście w tamtym czasie) i sama świadomość jak to wszystko pięknie wygląda i jak będzie wyglądać gdy sięto sklei, zwalała z nóg. Tak się zaczęła moja przygoda z modelarstwem redukcyjnym. Później poszło już z górki. Modele kupowało się przeważnie w sklepach dla harcerzy. Była kiedyś taka sieć składnic. Wybór żaden, a o czymś niemieckim można było zapomnieć, ale jeśli już coś się dostało to satysfakcja gwarantowana. Oddzielną sprawą były farby. Żaden wybór bo jeśli już to Humbrol. Często używaliśmy z racji kosztów i dostępności farb do skór. Były w małych szklanych opakowaniach i dawało się z nich wykrzesać jakieś zbliżone kolory. Problem z nimi był taki, że nadmiar farby powodował marszczenie tworzywa więc trzeba było uważać z malowaniem. Równolegle trwały prace nad modelami kartonowymi. Były dostępne i były to całkiem ciekawe konstrukcje. Oczywiście nie dorównywały dzisiejszym modelom kartonowym w sklejalności ani w jakości druku ale w tedy zabawa była przednia.
    Dziś takich problemów już nie ma a po przerwie "dorosłości" jak większość czterdziestoletnich modelarzy wróciłem do hobby jakim niewątpliwie jest modelarstwo ku zatrwożeniu niektórych znajomych. Ponieważ w swej drodze zawodowej przewinąłem się przez malarstwo sztalugowe, rysunek ilustracyjny jak i wszelkie odmiany grafiki, dużą wagę przywiązuje do artystycznego malowania modeli i związanym z nim otoczeniem. Stosuje wszelkie techniki o jakich przeczytałem w poradnikach czy czasopismach, chodź szczerze powiedziawszy na większość wpadłem w czasie mojej pracy modelarskiej. Oczywiście to że się coś odkryło samemu nie oznacza, że już robi się to dobrze. Trzeba wytrwałości w osiągnięciu wprawy i dystansu do ewentualnych porażek. Modele które obecnie wykonuje są w skali 1:35 a lotnictwo w skali 1:48. Obrałem tą skalę bo wydaje mi się, że jest to skala która osiągnęła pewien kompromis między dokładnością a wielkością. Pozdrawiam wszystkich serdecznie i zapraszam do galerii
Roman Pierzgalski